Strona główna

Nadmorskie wydmy

Krótko

Osobliwości przyrody nieożywionej  Rok w przyrodzie


NUMER 
GRUDNIOWY
NR 12/ 2002

Czasopismo zalecane dla szkół przez Ministerstwo Edukacji Narodowej

 

   

BIULETYN            EKO- EDUKACYJNY

Damian Ducholski
POLA W ŚNIEŻNEJ BIELI

Waldemar Bałda
W LEŚNEJ ENKLAWIE

Grzegorz Bobrowicz
NADMORSKIE WYDMY SZARE

Ireneusz Kaługa
OCHRONA SÓW USZATEJ

Włodzimierz Stachoń
ZNÓW NADESZŁA ZIMA

Wiktor Pawłowski
GALARETA ZAMIAST LODU

Andrzej Śmiały
OSOBLIWOŚCI PRZYRODY NIEOŻYWIONEJ

Marcin Sielezniew
JAK ZIMUJĄ MOTYLE

Prenumerata

Stopka Redakcyjna

Archiwum





W leśnej enklawie


Była to wyjątkowa rzadkość, dziedzictwo wielkiej wartości: bartnicza zagroda w Zembrzy koło Raniżowa (woj. podkarpackie). Była - bo w maju 2000 roku wybuchł w niej pożar...
Badacze uważali ją za skarb, absolutny unikat, etnograficzny relikt, jedyny w swoim rodzaju. Zgodnie bowiem z rodową tradycją, zagroda służyła dziesięciu kolejnym pokoleniom rodu Sudołów, wywodzącego się od nieznanego z imienia bartnika królewskiego z niedalekiej Wilczej Woli: ów Sudoł został obdarzony przez któregoś z monarchów prawem użytkowania jednołanowej (15-hektarowej) działki oraz zwolnieniem od podatków, pańszczyzny i poboru do wojska. Bartnik miał przywilej swobodnego użytkowania ziemi, prowadzenia własnej pasieki, wywożenia z lasu posuszu, polowania na drobną zwierzynę, ptaki i szkodniki bartne (w tym niedźwiadka bartniczka, gatunek dziś nie istniejący).


W zamian miał dostarczać na dwór miód oraz wosk pszczeli z leśnych barci - własnoręcznie zakładanych i obsługiwanych - w ilościach, określonych przez królewskich urzędników, a także skór upolowanych zwierząt oraz schwytanych żywcem sokołów.
Działka, nadana Sudołowi (i osobiście przezeń wykarczowana w Puszczy Sandomierskiej), po dziś dzień zachowała nieuszczuplone rozmiary i tradycyjny układ. Budynki, zajmujące od zarania obszar 6 tys. metrów kwadratowych, także zostały wzniesione według puszczańskich zasad: drewniane, skonstruowane bez użycia gwoździ, z okuciami, zamkami i zawiasami kowalskiej roboty, z kołkowanymi drzwiami, o krytych słomą dachach. Na zabudowania składały się: dom (z częścią mieszkalną i stajenną), dwie stodoły, spichlerz i chlew; ich powstanie datowano na przełom XVIII/XIX stulecia.
Według rodzinnej tradycji, pierwszy Sudoł osiadł w Zembrzy przed 400 laty - zdaniem etnografów, obliczających czas zasiedzenia zgodnie z relacjami Michała Sudoła, ósmego "dziedzica" zagrody, urodzonego w 1882 r., był to raczej początek wieku XVIII. Różnica, w gruncie rzeczy, niewielka; najważniejsze, że bartnicza enklawa w Zembrzy była jedynym tego rodzaju obiektem, który przetrwał w niezmienionej formie od czasów kolonizacji Puszczy Sandomierskiej do dziś.
Przyrodnicy zwracali uwagę na walory zachowanego na działce naturalnego drzewostanu puszczańskiego, który tworzą lipy, dęby oraz leśne krzewy. Dużej klasy rarytasem jest cis - jego wiek określa sie na 700 lat - okaz gatunku, masowo kiedyś rosnącego w Puszczy Sandomierskiej, dziś jednak niezmiernie rzadko spotykanego.


Ta ciągłość została przerwana. Pożar, powstały najprawdopodobniej wskutek podpalenia, strawił spichlerz, chlew i częściowo dom; ogień pochłonął także wiele uli, wykonanych z wydrążonych pni, a składających się na przydomową pasiekę (w takich ulach, zgodnie z prastarymi zwyczajami, nie zasiedlano rojów, ale czekano cierpliwie, aż same pszczoły zdecydują się w nim osiedlić: miało to być gwarancją ich przywiązania). W pierwszym odruchu planowano dokładne odtworzenie utraconych budowli, planowano nawet założenie specjalnego konta, na którym gromadzone byłyby fundusze na odbudowę (straty przekraczały 100 tys. zł). Niestety, właściciele zagrody, Paweł i Maria Sudołowie, są ludźmi w podeszłym wieku, bez sił i energii do poprowadzenia takiego przedsięwzięcia. Ostateczne decyzje wciąż nie zapadły.
Na dobrą bowiem sprawę nie wiadomo, jaką funkcję miałaby spełniać odbudowana zagroda. Pierwsze, co się nasuwa - przekształcenie jej w miniskansen - raczej nie wchodzi w rachubę: Paweł Sudoł nigdy nie był przekonany do takiego pomysłu - teraz tym bardziej nie myśli o takim rozwiązaniu... Ale lepszego pomysłu nie ma nikt...


Waldemar Bałda
Fot. autor