|
NUMER
GRUDNIOWY
NR 12/ 2002
Czasopismo zalecane dla szkół przez Ministerstwo Edukacji Narodowej
|
|
W leśnej enklawie
Była to wyjątkowa rzadkość, dziedzictwo wielkiej wartości: bartnicza
zagroda w Zembrzy koło Raniżowa (woj. podkarpackie). Była - bo w maju 2000
roku wybuchł w niej pożar...
Badacze uważali ją za skarb, absolutny unikat, etnograficzny relikt,
jedyny w swoim rodzaju. Zgodnie bowiem z rodową tradycją, zagroda służyła
dziesięciu kolejnym pokoleniom rodu Sudołów, wywodzącego się od nieznanego
z imienia bartnika królewskiego z niedalekiej Wilczej Woli: ów Sudoł
został obdarzony przez któregoś z monarchów prawem użytkowania
jednołanowej (15-hektarowej) działki oraz zwolnieniem od podatków,
pańszczyzny i poboru do wojska. Bartnik miał przywilej swobodnego
użytkowania ziemi, prowadzenia własnej pasieki, wywożenia z lasu posuszu,
polowania na drobną zwierzynę, ptaki i szkodniki bartne (w tym niedźwiadka
bartniczka, gatunek dziś nie istniejący).

W zamian miał dostarczać na dwór miód oraz wosk pszczeli z leśnych barci -
własnoręcznie zakładanych i obsługiwanych - w ilościach, określonych przez
królewskich urzędników, a także skór upolowanych zwierząt oraz schwytanych
żywcem sokołów.
Działka, nadana Sudołowi (i osobiście przezeń wykarczowana w Puszczy
Sandomierskiej), po dziś dzień zachowała nieuszczuplone rozmiary i
tradycyjny układ. Budynki, zajmujące od zarania obszar 6 tys. metrów
kwadratowych, także zostały wzniesione według puszczańskich zasad:
drewniane, skonstruowane bez użycia gwoździ, z okuciami, zamkami i
zawiasami kowalskiej roboty, z kołkowanymi drzwiami, o krytych słomą
dachach. Na zabudowania składały się: dom (z częścią mieszkalną i stajenną),
dwie stodoły, spichlerz i chlew; ich powstanie datowano na przełom
XVIII/XIX stulecia.
Według rodzinnej tradycji, pierwszy Sudoł osiadł w Zembrzy przed 400 laty
- zdaniem etnografów, obliczających czas zasiedzenia zgodnie z relacjami
Michała Sudoła, ósmego "dziedzica" zagrody, urodzonego w 1882 r., był to
raczej początek wieku XVIII. Różnica, w gruncie rzeczy, niewielka;
najważniejsze, że bartnicza enklawa w Zembrzy była jedynym tego rodzaju
obiektem, który przetrwał w niezmienionej formie od czasów kolonizacji
Puszczy Sandomierskiej do dziś.
Przyrodnicy zwracali uwagę na walory zachowanego na działce naturalnego
drzewostanu puszczańskiego, który tworzą lipy, dęby oraz leśne krzewy.
Dużej klasy rarytasem jest cis - jego wiek określa sie na 700 lat - okaz
gatunku, masowo kiedyś rosnącego w Puszczy Sandomierskiej, dziś jednak
niezmiernie rzadko spotykanego.

Ta ciągłość została przerwana. Pożar, powstały najprawdopodobniej wskutek
podpalenia, strawił spichlerz, chlew i częściowo dom; ogień pochłonął
także wiele uli, wykonanych z wydrążonych pni, a składających się na
przydomową pasiekę (w takich ulach, zgodnie z prastarymi zwyczajami, nie
zasiedlano rojów, ale czekano cierpliwie, aż same pszczoły zdecydują się w
nim osiedlić: miało to być gwarancją ich przywiązania). W pierwszym
odruchu planowano dokładne odtworzenie utraconych budowli, planowano nawet
założenie specjalnego konta, na którym gromadzone byłyby fundusze na
odbudowę (straty przekraczały 100 tys. zł). Niestety, właściciele zagrody,
Paweł i Maria Sudołowie, są ludźmi w podeszłym wieku, bez sił i energii do
poprowadzenia takiego przedsięwzięcia. Ostateczne decyzje wciąż nie
zapadły.
Na dobrą bowiem sprawę nie wiadomo, jaką funkcję miałaby spełniać
odbudowana zagroda. Pierwsze, co się nasuwa - przekształcenie jej w
miniskansen - raczej nie wchodzi w rachubę: Paweł Sudoł nigdy nie był
przekonany do takiego pomysłu - teraz tym bardziej nie myśli o takim
rozwiązaniu... Ale lepszego pomysłu nie ma nikt...
Waldemar Bałda
Fot. autor
|