Strona główna

Nadmorskie wydmy

Krótko

Osobliwości przyrody nieożywionej  Rok w przyrodzie


NUMER 
GRUDNIOWY
NR 12/ 2002

Czasopismo zalecane dla szkół przez Ministerstwo Edukacji Narodowej

 

   

BIULETYN            EKO- EDUKACYJNY

Damian Ducholski
POLA W ŚNIEŻNEJ BIELI

Waldemar Bałda
W LEŚNEJ ENKLAWIE

Grzegorz Bobrowicz
NADMORSKIE WYDMY SZARE

Ireneusz Kaługa
OCHRONA SÓW USZATEJ

Włodzimierz Stachoń
ZNÓW NADESZŁA ZIMA

Wiktor Pawłowski
GALARETA ZAMIAST LODU

Andrzej Śmiały
OSOBLIWOŚCI PRZYRODY NIEOŻYWIONEJ

Marcin Sielezniew
JAK ZIMUJĄ MOTYLE

Prenumerata

Stopka Redakcyjna

Archiwum




 
 

CO KRYJĄ BESKIDZKIE POTOKI
„PORUSZAJĄCE SIĘ KAMIENIE”


Urodziłem się w Bielsku- Białej mieście, które jest położone między Beskidem Śląskim a Beskidem Małym. Już od dzieciństwa dużo czasu spędzałem na obserwowaniu przyrody, która mnie otaczała. Jednak najbardziej interesowało mnie to czego inni nie mogą na pierwszy rzut oka dostrzec.

 Z pomocą moich rodziców pogłębiałem swoją wiedzę oraz związane z nią zainteresowania. Zacząłem zbierać owady a następnie hodować motyle i ryby słodkowodne, które osiągalne były w najbliższym potoku. Pamiętam pierwszą moją wędrówkę z moim Ojcem, miałem może wtedy około pięć lat, zabrał mnie do Małej Straconki, malowniczej okolicy miasta w którym się urodziłem. Płynące tam górskie potoki tworzą malowniczy krajobraz, który na pierwszy rzut oka wydaje się nam zupełnie pozbawiony przyrody ożywionej. Mnie też tak się wydawało ale kiedy Ojciec pokazał mi po raz pierwszy w moim życiu ryby, które tam występują zaraz zmieniłem zdanie o miejscu , w którym się znajdowaliśmy. Widok pstrągów potokowych oraz strzebli w barwach godowych był urzekający do momentu kiedy nie ujrzałem na własne oczy poruszające się kamienie. Widok tych ryb był niecodzienny wręcz jakby wyjęty z jakiegoś filmu o mitycznych zwierzętach, które żyją jedynie w legendach. Na dnie potoku pokrytego kamieniami świetnie się maskowały dając o sobie znać tym że widok uciekającego kamienia informował nas o tym że to właśnie ona ryba kamień a właściwie głowacz pręgopłetwy. W naszych regionach nazywany po prostu głowocem lub partokiem. W dzieciństwie wraz z rówieśnikami chodziliśmy nad potok Straceński aby je łapać i umieszczać w stawikach robionych przy brzegu potoku, na koniec dnia liczyliśmy je a następnie wypuszczaliśmy. Z perspektywy czasu wiem że nie jest to chwalebne wiedząc że ten gatunek w obecnych czasach jest pod ochroną gatunkową i jest gatunkiem zagrożonym nawet w górskich potokach.

W późniejszych latach powracałem tam często aby móc podziwiać to czego inni nie dostrzegali. Z roku na rok spotykałem więcej gatunków nawet w dolnych partiach tegoż potoku udało mi się zaobserwować minoga strumieniowego. Ale najbardziej ciekawiły mnie ryby kamienie. Głowacze są rybami dennymi zamieszkującymi w nieskazitelnie czystych górskich potokach. Bardzo ciężko jest je wypatrzyć z nad wody, trzeba nauczyć się wpatrywać w toń strumienia a w przypadku szybko płynącej wody w potokach nie jest to łatwe. Głowacze pręgopłetwe są rybami, które są pozostałością okresu zlodowacenia. Ich nazwa pochodzi od dużej głowy oraz pręgowanych płetw znajdujących się na brzuchu. Kiedy zejdą ostatnie śniegi z gór ryby te przygotowują się do tarła. Samce w tym okresie wyszukują podwodnych jamek , które są osłonięte przed bezpośrednim prądem wody. Kiedy znajdą taką niewielką grotę wpływają do niej aby ją oczyścić z glonów porastających kamienie i wyczekują na swoją drugą połówkę. Kiedy dostrzegą wybrankę życia szarmancko wabią ją do jamki, w której składa jaja a samiec je zapładnia. Po tarle samiec wypędza przyszłą mamę aby przejąć opiekę nad nienarodzonym potomstwem. Do wylęgu narybku będzie strzegł gniazda odpędzając ryby nawet swojego gatunku, które podpłyną za bliską domku. Wachlując potężnymi płetwami piersiowymi będzie ułatwiał napływ świeżej wody do ikry. Niegdyś głowacz w Beskidach był gatunkiem licznym , który zamieszkiwał rozległe rzeki podgórskie takie jak Soła ale pospolity był też w małych, płytkich leśnych potoczkach, które spływały do większych rzek. W pewnym okresie postanowiłem to co ja widzę a inni nie mogą zobaczyć przelewać na fotografie oraz ilustracje a z czasem na taśmy filmowe. Nie tak dawno bo w zeszłym roku kręcąc film o głowaczach pręgopłetwych do programu Ewy Żerdzińskiej TVP3 KATOWICE „MAGIA GŁĘBIN” postanowiłem po prawie dwudziestu latach wrócić na stare „śmieci”.

 Postanowiłem powrócić do miejsc, których obraz pozostał mi z dzieciństwa . Był to las wyjęty jakby z baśni porośnięty świerkami, brzozami, wierzbami pomiędzy którymi przepływał potok pełen ryb. Zamkniętymi oczami wyobrażałem sobie kaskady ze spadającą wodą, wyłaniające się olbrzymie, omszałe głazy, na które padały promienie popołudniowego słońca przenikającego przez liście drzew i krzewów. Jednak przyjeżdżając na miejsce obudziłem się z tego pięknego snu a moim oczom ukazał się koszmar na jawie. Teraz krajobraz był urozmaicony reklamówkami wypełnionymi śmieciami, kamieniste brzegi udekorowane były kolorowymi szmatami a tabliczki informacyjne z napisem „UJĘCIE WODY PITNEJ” zdewastowane. Dookoła mnie była martwa cisza. Miejsca gdzie występują rzadkie gatunki ryb powinny być szczególnie chronione. Jednak najbardziej śmieszy mnie fakt że obecnie żeby prawnie filmować i fotografować gatunki prawnie chronione w ich naturalnym środowisku ludzie zajmujący się tym muszą starać się o zezwolenie, które wydaje najczęściej konserwator przyrody. Ale nikt nie pofatyguje się aby sprawdzić stan środowiska naturalnego .

Widząc oznaki czasu na niektórych śmieciach można wywnioskować że śmieci te nie leżały tam od tygodnia czy miesiąca. Przez cały dzień od godziny 7. 00 do godziny 18. 00 udało mi się sfilmować aż dwa głowacze ,całkiem spory sukces. Jednak mając obraz tamtych czasów mogę porównać to z katastrofą ekologiczną Jeśli nikt w najbliższych miesiącach nie zainteresuje się tym problemem to głowacze sfilmowane mogą być ostatnimi, które tam widziałem. Moim marzeniem jest to żeby ludzie opamiętali się kiedy nie ma jeszcze za późno. Chciałbym moim dzieciom pokazać kiedyś świat, który ja znam z dzieciństwa. Według naukowców sytuacja głowacza pręgopłetwego jest nie najciekawsza. Dr. Antoni Amirowicz z Zakładu Biologii Wód im. Karola Starmacha z Krakowa twierdzi że jeśli nie zmienimy mentalności ludzkiej to prace nad ocaleniem gatunku mogą wyjść na marne. Jest to gatunek mało stosunkowo poznany a zjawisko nielegalnych ścieków oraz wysypisk śmieci jest coraz częstsze dlatego też żeby ratować nie tylko głowacza ale również i inne gatunki ryb , które są zagrożone wyginięciem trzeba zmienić przyzwyczajenia ludzi.

Większość podobnych sytuacji wiąże się z małą świadomością ludzi, jeśli doinformujemy ich że źle postępują może się okazać że metoda ta będzie lepsza od karania ich. Kary nakładane na takich ludzi są z reguły bezsensowne ze względu na ciężką sytuację, materialną wielu wsi na Podkarpaciu a w tym na Podbeskidziu. Także zła regulacja cieków wodnych powoduje zanikanie różnych gatunków ryb. Głowacz pręgopłetwy jest gatunkiem lubiącym się chować pod kamieniami lub pomiędzy nimi, jeśli wybetonujemy całe koryto nie zachowując naturalnej struktury dna oraz brzegu także z takiego potoku zniknie.
 

RAFAŁ NIKIEL