|
|
![]() |
![]() ![]() |
|
|
|
Pola w śnieżnej bieli. “Cudna jest zimą nie tylko knieja, ale i pole szerokie, pod słonecznym niebem tysiącem kolorów grające, wyzłocone pieszczotą zimnych promieni o południu, rozbłekitnione zadumą cieni bladoniebieskich, zaróżowione wieczorem miłosnymi pocałunkami zachodu, spowite fioletem mgieł, skrwawione ostatnim błyskiem ginącego dnia...” Julian Ejsmont. ![]() Choć pola zimą wydają się być białą pustynią, to wystarczy trafić na kępę chwastów czy krzewów, wystarczy schylić wzrok na białe karty śniegu, aby przekonać się, że tu również wre życie – bezustanna walka o przetrwanie. Najpierw spotykamy ptaki. Szczególnie okupowane są różnego rodzaju kępy chwastów, których nasiona stanowią podstawę diety skrzydlatych biesiadników.
Tutaj, podobnie jak w lesie, ptaki zmagają się z zimą w wielogatunkowych stadach. Dominującym gatunkiem w takiej grupie jest trznadel. Samiec trznadla, nawet zimą cieszy nasze oczy żółtą kamizelką i rdzawym frakiem. Samica, jak to często bywa w świecie ptaków , jest skromniej ubarwiona. Prosta i monotonna pieśń trznadla zauroczyła Beethowena na tyle, że wykorzystał ją w swej V Symfonii skracając ją nieco, ale w zamian przedstawiając w wielu wariacjach. Trznadlom towarzyszą potrzeszcze, makolągwy, potrzosy, dzwońce i szczygły. Szczególnie te ostatnie nadają kolorytu ośnieżonym polom, zarówno poprzez swe barwne upierzenie jak i radosny szczebiot, który niemal zawsze towarzyszy tym wesołym ptakom. W pobliżu osiedli nie zabraknie pospolitych wróbli i mazurków. Na polach, podobnie jak w lesie, nie brakuje zimowych gości z północy dla których Polska jest „ciepłym krajem”. Takim gościem jest śnieguła, rzepołuch czy jer – bliski kuzyn naszej zięby, od której różni się białym kuprem.
Nadmiar pokarmu, zwyczajem wszystkich dzierzb, nabijany jest na ciernie
krzewów. Innym ptasim drapieżnikiem, którego ulubionymi ofiarami są
gryzonie jest myszołów. Wraz ze swym kuzynem z tundry – myszołowem
włochatym – całe zimowe dnie przesiaduje na ulubionych czatowniach,
wypatrując nieostrożnych ofiar.
O, tędy przeszły trzy sarny. Ich niewielkie racice pozostawiły na
śniegu wyraźne ślady. Najwidoczniej zwabiła je tu soczysta ozimina ukryta
pod śniegiem. Ten trop układający się w literę T należy do czujnego
zająca. Trop prowadzi do niewielkiego zagłębienia – zwanego kotlinką – tu
zając odpoczywał. A te, niczym nanizane na niewidoczną nić odciski „psich”
łap należą do lisa. Nie bez powodu myśliwi mawiają, iż lis sznuruje.
Rozkopany śnieg i kropelka krwi na lisim szlaku świadczą o tym, że rudemu
łowcy powiodło się polowanie... Damian Duchalski. |