Strona główna  | Informacje | Opinie, poglądy |   Tajemnice przyrody |  Krótko  |  Nowe trendy  |   Spotkania |  Zauroczenia | Krótko -  edukacja | Prenumerata Archiwum

NUMER LISTOPADOWY
NR 11 / 2001
Czasopismo zalecane dla szkół przez Ministerstwo Edukacji Narodowej  

Damian Duchalski
KLEJNOTY OPOLSZCZYZNY


KARPACKA 
NOC NIETOPERZY

Ludwik Krzeczkowski
GORCZAŃSKIE 
SALAMNDRY


Marcin Sielezniew 
MODRASZEK TELEJUS

Walentyna Rakiel-Czarnecka MIĘDZYNARODOWY EKOLOGICZNY BRZOZÓW
Joanna Kreto
WIERZBA
W KRAJOBRAZIE
 
Wiktor Pawłowski
ZIMNOLUBNY BOCZNIAK
STOPKA REDAKCYJNA











Gorczańskie salamandry

Rozpoczynałem właśnie swoje kolejne "spotkanie z przyrodą", wyrwany z codziennych zmagań z cywilizacją, kilkugodzinny spacer po Gorcach. Leśną drogą zjeżdżał powoli z góry z lasu, samochód terenowy. Usunąłem się trochę by ułatwić mu przejazd i gdy mnie mijał zobaczyłem na jego drzwiach napis - Gorczański Park Narodowy i symbol, jakim jest pięknie wkomponowana w okrąg salamandra. Samochód kołysząc się i podskakując, zjeżdżał dalej i po chwili już tylko jego warkot był słyszalny gdzieś w dole. Ruszyłem powoli rozmyślając nad tym co zmieniło się w przyrodzie Gorców od czasu kiedy pierwszy raz, końcem lat sześćdziesiątych, spotkałem tu salamandrę. Jak one sobie radzą w tak szybko zmieniającym się świecie.

Salamandra plamista - Salamandra salamandra, płaz ogoniasty z rodziny Salamandridae. 
Jej ciało osiąga długość 150-200 mm, a charakterystyczne, odstraszające, czarne ubarwienie z jaskrawożółtymi plamami nie pozwala pomylić jej z żadnymi krewniakami, takimi jak chociażby traszki. Żyje w górskich lasach leżących na terenie znacznej części Europy w Azji mniejszej i w północnej Afryce i występuje tam zwykle do wysokości ok. 1000 m. n.p.m. Pamiętam dokładnie, pierwszy raz spotkałem ją właśnie w Gorcach końcem lat sześćdziesiątych. Było to chwilę po gwałtownej lecz krótkiej ulewie , jakie w lipcu zdarzają się tutaj często. Przechodziłem wówczas przez mały strumień i obok ścieżki na drobnym mchu zobaczyłem salamandrę, która bardzo powoli zmierzała w sobie tylko wiadomym kierunku. Zafascynowany, bojąc się dotknąć, patrzyłem na nią przez dłuższy czas. Późniejsza rozmowa z ojcem wiele mi wyjaśniła, pozostało też jednak wiele znaków zapytania, które starałem się po kolei rozwiązywać. W latach 70 - 80 spotkania z salamandrami zdarzały się stosunkowo często, później już presja na środowisko ich występowania zwiększała się i obserwacje były coraz rzadsze.
Salamandry prowadzą przeważnie nocny tryb życia, w dzień spotyka się je czasami, zwykle po deszczu i wydaje się że wychodzą wtedy ze swoich ukryć dla tego, bo łatwiej jest im zdobyć pożywienie, jakim są dżdżownice, ślimaki, owady, których chwytanie ułatwiają im rogowe ząbki, jakimi mają otoczony pyszczek - otwór gębowy. Terytorium bytowania salamander nie jest zbyt rozległe, bo budowa ich ciała nie sprzyja dalszym wędrówkom. Swój teren znają doskonale i mają na nim wiele kryjówek w których znikają w chwilach zagrożenia i choć woda jest niezbędna im do rozmnażania, to terytorium to nie musi znajdować się w bezpośredniej bliskości wody, często są to jakieś stare poręby obrzeża polan, a nawet zakrzaczone zbocza, ważne jest by miały dobre warunki do ukrycia i żerowania. Obserwowałem salamandry, które całą grupą  zamieszkiwały strome zbocze w jamkach pod korzeniami ściętych drzew na starej porębie, inne z kolei ukrywały się w rumowisku kamiennych łupków w parowie, a widziałem też je pod korą zwalonych pni i w wielu niespodziewanych miejscach, często zdala od wody. Jednak gdy przychodzi pora rozrodu samice muszą znaleźć, czy to jakiś zbiornik wodny, czy strumień, w którym zanurzone zwykle tylko tylną częścią ciała złożą pojedynczo dość dobrze rozwinięte larwy w osłonkach jajowych, osłonki te pękają w krótkim czasie po zetknięciu się z wodą, a nawet wcześniej i larwy rozpraszają się. Po dokonaniu tego aktu samice opuszczają środowisko wodne i znikają gdzieś na swoich terytoriach. Larwy salamander rozwijają się w wodzie kilka tygodni i oprócz pożywienia niezbędny jest im tlen, który pozyskują dzięki pierzastym uroczo wyglądającym skrzelom które niczym grzywa wyrastają im z tyłu głowy. W tym okresie ich główną obroną jest kamuflaż. Ubarwienie dorosłych salamander jest przedmiotem sporów znawców ich życia. Jedni uważają, że jaskrawożółte plamy mają działać odstraszająco i często tu, jako przykład podaje się obronne zachowanie kumaka, który w chwilach poważnego zagrożenia kładzie się na grzbiecie ukazując jaskrawo ubarwiony brzuch inni z kolei są zdania, że jest to rodzaj kamuflażu, a żółte plamy porównują do plam słonecznych na ściółce, jakie tworzą promienie słońca przedzierając się przez listowie. Prawda pewnie leży gdzieś pomiędzy. Natomiast typowo obronną cechą salamander jest ich zdolność do wytwarzania jadu, bardzo gorzkiej mleczno białej wydzieliny, która wydostaje się na zewnątrz pod wpływem silnego strachu z gruczołów na skórze grzbietu, boków i tyłu głowy. Jest dość skuteczna bo wielokrotnie słyszałem, a nawet zdarzyło mi się obserwować, że drapieżniki próbujące je atakować zazwyczaj pozostawiają je w spokoju.
Obserwacje wystraszonych salamander, które uciekały z włożonych do ognia szczap drewna wydzielając jad dały prawdopodobnie początek, były impulsem do powstania legend o tym jakoby miały one zdolność gaszenia ognia. Jak ważna to była umiejętność w dawnych czasach i jak wielką siłę miały te legendy może świadczyć fakt, że żyjący w szesnastym wieku król Francji - Franciszek I uczynił swoim godłem właśnie salamandrę. Podobne legendy krążą w niektórych kręgach w naszym kraju nawet jeszcze dzisiaj. Spotkałem się z informacją, że wzór, jaki tworzą na ciele salamandry żółte plamy jest niepowtarzalny i właściwy tylko jednemu osobnikowi, stanowi rodzaj odpowiednika linii papilarnych u człowieka i przy badaniach naukowych umożliwia rozpoznanie poszczególnych osobników.
W gorczańskich lasach nadal, choć być może już nie tak często jak dawniej, przy odrobinie szczęścia spotyka się salamandry. Zniknęło kilka znanych mi miejsc, terytoriów salamander np. w dzielnicy N.Targu - Kowańcu i powody tego bywają różne, jak chociażby we wspomnianym przypadku miało to związek z pamiętną powodzią z 97r. Nie bez wpływu na warunki bytowania tych płazów pozostaje sposób wyrębu lasu, środki chemiczne stosowane do jego ochrony i pewnie można by jeszcze długo wyliczać. Zagrożeniem są też np. drogi przebiegające w pobliżu ich terytoriów, szczególnie w okresie rozrodu, wówczas to salamandry dążąc do wody giną pod kołami przejeżdżających samochodów i choć nie dzieje się to w skali takiej jak w przypadku żab to lokalnie z pewnością ma wpływ na ich liczebność. Wielokrotnie obserwowałem salamandry przechodzące przez ruchliwą drogę asfaltową w Ochotnicy Dolnej i niektórym niestety się nie udało. Oczywiste jest już od pewnego czasu, że przekształcany przez nas świat staje się coraz bardziej nieprzyjazny nie tylko dla wielu gatunków zwierząt ale i dla nas, o czym przecież co chwilę donoszą media
Salamandry niewątpliwie cieszą oczy tych którzy mają szczęście je spotkać, spełniają swoją rolę w przyrodzie ich zachowanie czy już nawet sama obecność na jakimś terenie inspiruje by nadać im rangę godła, są z cała pewnością wyjątkowe w naszym środowisku i są pod ochroną. Pamiętajmy o tym, tak wiele gatunków znika bezpowrotnie z naszego krajobrazu.

Tekst i foto  
Ludwik Krzeczkowski 

 

 

Podwój wielki i inne organizmy Morza Bałtyckiego.

Przebywając latem nad Morzem Bałtyckim (Fot) w okolicach Zatoki Gdańskiej można na plaży znaleźć wiele ciekawych organizmów wodnych. Wśród wyrzuconych przez fale organizmów są małe rybki, kawałki morszczynu z charakterystycznymi zbiorniczkami powietrza oraz meduzy chełbi modrej (Aurelia aurita L.). Chełbia modra jest jednym z najliczniej rozpowszechnionych krążkopławów w Morzu Bałtyckim. Żyje ona w toni wodnej, a w okresie rozrodu masowo występuje w strefie przybrzeżnej.
Na brzegu znajdujemy często także muszle - pozostałości po małżach. Spośród małży możemy znaleźć: małgiew piaskołaz - duże (jak na warunki Bałtyku), bo wielkości około 70 mm, owalne, białe, grube, ale kruche muszle, sercówkę bałtycką - muszle małe sercowate z kilkudziesięcioma promiennymi żeberkami, rogowiec bałtycki - muszle małe, sercowate pokryte lekko różową, błyszczącą warstewką rogową oraz omułek jadalny - muszle małe max. 50 mm wielkości o ciemnej prawie czarnej barwie.
Na piasku wokół kutrów rybackich (gdzie wyjmowane są ryby z sieci po wyciągnięciu kutrów na ląd, jak to ma miejsce w wielu miejscowościach na Mierzei Wiślanej) można znaleźć skorupiaki przypominające wyglądem stonogę.
Jest to podwój wielki (Mesidotea entomon L.) . Należy on do skorupiaków z rzędu równonogich (Isopoda). Podwój wielki jest endemitem a zarazem reliktem epoki polodowcowej. Występuje on na dużej głębokości w chłodnych, słonawych wodach półkuli północnej. Podwój ma ciało grzbietobrzusznie spłaszczone, wielkości 60-80 mm, pokryte kilku członowym pancerzem. Posiada siedem par odnóży, z czego trzy pierwsze skierowane do przodu to odnóża chwytne, pozostałe skierowane do tyłu to typowe odnóża kroczne. Dzięki to nim może on się poruszać po dnie w poszukiwaniu pokarmu. Odżywia się mniejszymi zwierzętami wielkości kilkunastu milimetrów. Mogą to być inne skorupiaki na przykład pontoporeje (podobne do kiełży słodkowodnych) oraz wieloszczety np.: skoloplosy. Szybkie przemieszczanie się nad dnem zapewniają podwojowi listkowate skrzela odwłokowe, dzięki to, którym może pływać w pozycji odwróconej (podobnie pływają słodkowodne liścionogi, do których zaliczamy dziwogłówkę wiosenną i zadychrę pospolitą).
Podczas połowów ryb, podwoje bardzo często utykają w sieciach zastawionych na ryby. Z tego też powodu rybacy nazywają go wszą morska i traktują jako "chwast", jednak dla ryb i ptactwa (Fot) jest on doskonałym pokarmem.

Roman Kujawa 
Fot. Autor




Projekt i opracowanie graficzne Joanna Saternus